Kaczka i znicz

Projekt „Dzieci nie ryby i swój głos mają” to, jak sugeruje tytuł, przypominanie, że dzieci mają głos. Czyli? Że warto z nimi rozmawiać. Słuchać, co mają do powiedzenia. Nie karcić, gdy mają inne zdanie. Nie zazdrościć, gdy okazuje się, że są od nas dorosłych bardziej twórcze, odważniejsze.
Próbujemy uczyć się pamiętać. O obozie dla dzieci i młodzieży przy ulicy Przemysłowej. Uczymy dzieci? Nie. Uczymy się od siebie. Czasami starsi mają coś interesującego do powiedzenia, czasami dzieci zawstydzają nas swoją wiedzą, otwierają wrażliwością.
Powstają, powstaną scenariusze lekcji o losach dzieci z obozu przy ulicy Przemysłowej, podobozu romskiego i żydowskiego getta. Podzielimy się nimi z zainteresowanymi 11 - go grudnia, w kolejną, tym razem 75-ą rocznicę pierwszego transportu do obozu przy ulicy Przemysłowej. Zarys jednego z nich opowiedziała mi niedawno Anna Bańkowska, nauczycielka klas 1 – 3. Uważam, że szkoda, by czekał aż do grudnia…

Pierwszaki mają ślubowanie i wtedy dowiadują się, kim jest patron ich szkoły - Bohaterskie Dzieci Łodzi, ale niewiele z tego wynika… - Ania zawiesza głos. Jest zadumana, waży każde słowo, spogląda w okno, które plastycznie oświetla jej lewy profil. „Będę mieć ładne zdjęcia” - myślę, obserwując ją zza kamery (robimy film, który też pokażemy 11 - go grudnia podczas podsumowania projektu). Zza drzwiami słychać odgłosy szkolnej przerwy, ale u nas cisza, Anka snuje opowieść:

- Zawsze, gdy chcemy rozmawiać z dziećmi i wprowadzamy im nowy materiał, to najpierw dajemy bazę. I stąd wprowadzenie, kim jest patron. Rozmawialiśmy w ogóle o znaczeniu słowa patron. Zaraz drugiego dnia w szkole. A potem na spacerze tego patrona sobie obejrzeli...
Wybraliśmy się na spacer do parku. Droga prowadzi obok pomnika Chudego… Zatrzymaliśmy się koło pomnika. Chciałam ich zapytać, czy wiedzą, co to za miejsce i co to za pomnik. I co się okazało? Że nie za bardzo wiedzą. Wiedzą, że to jest Park Szarych Szeregów. Oczywiście nie mają zielonego pojęcia, czym były Szare Szeregi...

Jeden chłopiec zauważył, że taki golasek tu stoi. I wtedy pojawiły się pojedyncze głosy, że kiedyś tu na tym terenie był obóz i że tu bardzo źle traktowali dzieci. Nawet nie do końca miały świadomość, że to była wojna. Po prostu był tutaj obóz i dzieci miały bardzo źle, bo nie miały jedzenia. To jedzenie było najważniejsze.
Potem rozmawialiśmy też, że stosowano kary cielesne i o tym, że samo oddzielenie dziecka od rodziców było drastyczne. Ale tego chyba rodzice im oszczędzają. A ja uważam, że powinni o tym z nimi rozmawiać. Bo to nie jest horror, który bardzo często nasze dzieci i tak oglądają, i jakoś bez świadomości rodzica, że to jest coś złego... A to jest przecież prawda. To nie jest bajka, to nie jest fikcja.
Stanęliśmy więc koło pomnika i pytałam ich, dlaczego pomnik jest w kształcie serca. Dlaczego on tak wygląda, jak wygląda? Dlaczego serce jest pęknięte? Z jakiego powodu serce w ogóle pęka? Nasze pierwszaki są mądre, więc powiedziały, że wtedy, gdy komuś jest przykro.
A więc czyje to jest serce? - dopytywałam. Rodziców, którym zabrali dzieci? A może dzieci, które zamknięto w obozie? Różne były wersje i właściwie każda z nich była tak samo dobra. Bo to od nas zależy, jak my to czujemy.
A dlaczego obok Chudego są jakieś dodatkowe żłobienia? Dzieciaki powiedziały, że to znaczy, że tych dzieci było tam dużo.
A, od tego trzeba zacząć, że nie wiedziały, kto to jest Chudy. I jak powiedziałam, że przyszliśmy odwiedzić Chudego, to w ogóle nie wiedziały, o kim ja mówię. Jedno z dzieci powiedziało, że to jest tak, jak gdyby cmentarz. A pod pomnikiem były na świeżo po uroczystości kwiaty i znicze. A potem dostrzegli taką kaczkę, wielką, żółtą, taką maskotkę. I nie mogli sobie poradzić z tym, co tu robi ta kaczka. Tu znicze i kwiaty, a tu kaczka taka puchata.

Zapytałam więc, czy dziecko wolałoby dostać znicz, wiązankę, czy zabawkę? Zabawkę! - usłyszałam. No tak, no właściwe tak, jeśli to jest pomnik dziecka, dzieci, które tu zginęły, to stąd ta kaczka! I zupełnie nie wydawało im się to dziwne.
Na Wszystkich Świętych, one wiedzą, że przychodzi się na groby, zapala znicze. I tutaj na pewno też. Zapytałam, kiedy jeszcze mogą się tutaj pojawić kwiaty. Czy jest jakieś święto, jakiś dzień, kiedy dzieciom się coś daje. Dzień Dziecka! - i do tego też doszły. A na moje pytanie, czy jeszcze są jakieś dni, stwierdziły, że nie, właściwie nie.
Ale nie dawała im spokoju ta kaczka. Skąd jest ta kaczka i skąd jest ta kaczka? Powiedziałam, że nie wiem, kto ją przyniósł, czy to było dziecko, czy dorosły. I powiedziałam, że ktoś tu był odwiedzić Chudego, dać znak, że o nim pamięta. I zostawił tę kaczkę.

Opowiadałam im też o tym, jak zimą, jak tak zimno jest strasznie, i ten Chudy stoi tak taki goły, że kiedyś robiliśmy szalik i tym szalikiem go otulaliśmy. Były tak zdziwione! Dla nich to był... No bo to jest abstrakcja! Bo to jest pomnik. To nie jest istota żywa, która czuje zimno. I to symboliczne okrycie Chudego szalem to jest dla nich bardzo trudne do pojęcia. Natomiast nie jest dla nich to dziwne. Nie jest to dziwne. Tyko, powiedziałabym, może – niespotykane. Bo przecież, jak chodzą na cmentarz, to nie chodzą tam z jakąś ulubioną laską dziadka, żeby powiedzieć: „Cześć Dziadek, przyszedłem, żeby Ci pokazać – popatrz, twoja laska jeszcze się całkiem dobrze trzyma... drewno się jeszcze nie zepsuło”. Tylko idą i znicz stawiają. Albo u babci też nie otulają grobu albo tablicy ulubioną jej chustką, wełnianą, czy jakąś tam, tak? Tylko znowu ten znicz. Pomodlą się i już. Dla nich ten Chudy i ten szalik to było takie fajne, takie ciekawe...
A ponieważ sama usłyszałam kiedyś taką legendę, taką opowieść, że ilość tych kamieni, którymi wyłożony jest cały teren wokół pomnika, to jest tak jakby symboliczna liczba dzieci, które tu zginęły, to im to opowiedziałam... I tak inaczej spojrzały na te kamienie, po których chodzą, po których biegają, ścigają się i w ogóle. I tak się zaczęły rozglądać, ile tych kamieni jest, że dużo...
To jest wszystko symbolika. Sześcio -, siedmiolatek potrafi udźwignąć coś takiego? To nie jest łatwe, natomiast nie jest to niemożliwe. On w swojej wyobraźni, w swojej świadomości, w swojej głowie może sobie przełożyć te kamienie na zupełnie coś innego. Tu chodziło o to, żeby dotarł do nich fakt, jak wiele było tych dzieci, którym, jak to one mówiły, działa im się krzywda...
Przy tym wielkim zniczu koło pomnika jest tam taki napis: „Odebrano Wam życie, dziś dajemy Wam tylko pamięć”. I to nie jest dla nich trudne do rozszyfrowania. Ten tekst.

Ale ja tutaj zatrzymałam się przy tym – chciałam zapytać - jak my tę pamięć dajemy? One wiedzą, co to jest pamięć. Że o czymś się pamięta... nie przyniosłem zeszytu, bo zapomniałem, a pamiętam, żeby coś tam zrobić w domu... albo pamiętam o umyciu zębów. Rozróżniają – pamiętam i nie pamiętam. I jak my dajemy tę pamięć Chudemu?
No i głosy, że znicze, że kwiaty, że maskotka. Super! A kiedy? Tylko w Dzień Dziecka i Wszystkich Świętych? I pytałam, jak często przechodzą obok tego pomnika? Bo część z dzieci mieszka tutaj, część mieszka za parkiem. Ale na spacer większość przychodzi. Czy zatrzymują się? Czy przychodzą do niego nie dlatego, że jest święto, ale, czy przychodzą do Chudego jako do... To jest trudne, żeby im powiedzieć – jak do swojego kumpla, bo on nie jest ich kumplem, nie był i nie będzie. Ale postrzeganie postaci Chudego właśnie w takim rozumieniu, że jeżeli to jest patron
naszej szkoły... to żeby ten Chudy nie był tylko taki dwa razy do roku, i tylko taki pomnikowy, obcy. Żeby, mimo tego, że on nie jest ich kumplem, nie był i nie będzie, to żeby on był ich. Żeby był ich.
I rozmawiając z nimi, czytając tablice, chciałam ich zapytać, co zrobić, żeby Chudy czuł ich obecność nie tylko dwa razy do roku... Ja nie mówię, żeby zatrzymywać się przy nim codziennie, żeby się modlić itd. Ale, żeby nasze dzieci dały przykład naszym dorosłym. Tak! Bo niestety babcia, dziadek, czy kto tam zimą na sankach z dziećmi... jestem pewna, daję sobie głowę obciąć, że na 50-ę dzieci nie więcej niż jeden rodzin, który w trakcie zjazdu na sankach, albo jazdy na rolkach, chwilę porozmawia z dzieckiem o tym pomniku… to jest święto...
Przykro jest, że tak niewiele osób identyfikuje się z tym miejscem, a codziennie robi tu zakupy, chodzi na spacer z wnuczką, czy wnuczkiem, spędza połowę życia całego, nie wiedząc gdzie. Dla mnie to jest naturalne, że Chudy powinien mieć swoje... może nie święta, chociaż... Dzieciaki mają jakieś swoje imprezy, mają imieniny, mają urodziny, mają Mikołaja, i tak dalej, i tak dalej. I tu nie chodzi o to, żeby teraz nagle Chudemu robić Gwiazdkę. To nie o to chodzi. Tylko chodzi o to, żeby ludzie wiedzieli, co to za serce tam stoi, co to za dziecko tam stoi. I przez to uczłowieczenie tej bryły, kamienia, sami troszkę więcej poczuli, żeby to ich zmieniało. Żeby przypomnieli sobie, żeby pamiętali o tym, co minęło, i żeby ich życie prowadziło do tego, żeby te czasy nie wróciły.
Taka przestroga.
Dlatego rozmawiałam z dzieciakami, co by tu zrobić, żeby ten Chudy nie był odwiedzany tylko dwa razy do roku. I nad tym, myślę, będziemy pracować. Możemy znajdziemy jakiegoś Chudego w kalendarzu? A jak nie, to wpiszemy.
Kiedy jakiś czas temu dzieci roznosiły pudełka pamięci, dorośli, starsi uciekali. To było dramatyczne. Bo niektóre z tych osób mogły pamiętać czasy wojny, na pewno je pamiętały. I uciekały, ale to nie były ucieczki spowodowane obawą przez wspomnieniami. Tylko to była ucieczka, bo temat wydał im się nieinteresujący? Albo dzieci za małe? Czyli dzieci nie były partnerami do rozmowy na taki temat. A kto ma być partnerem, jeśli nie dzieci, gdy rozmawiamy o losie dzieci?

Opowiedziała – Anna Bańkowska. Opracowała – Urszula Sochacka.
27.09.2017, Kraków - Łódź